Gość OCHRONIARZA
Por. dr Piotr Wilczyński
Komendant Krakowskiej Legii Akademickiej
Legia Akademicka - jeden z zapomnianych filarów obronności

Legia Akademicka na tle innych organizacji paramilitarnych jest mało widoczna. Zechce Pan przybliżyć ją nieco czytelnikom „Ochroniarza”?

Krakowska Legia Akademicka to organizacja, która figurowała w rejestrze jednostek wojskowych już w listopadzie 1918 roku. W jej składzie służyli studenci zmobilizowani do walk o granice powstającej Polski. Piękną kartę bojową Legia Akademicka zapisała podczas walk o odbicie Przemyśla z rąk Ukraińców i później w 1919 roku w obronie Lwowa. Sławę bojową „akademicy” zdobyli również walcząc w składzie etatowych załóg bojowych pociągów pancernych „Śmiały” oraz „Smok”. W roku 1926 Krakowska Legia Akademicka uzyskała formalny status stowarzyszenia i została otoczona mecenatem przez Ministerstwo Przysposobienia Wojskowego. Pod to ministerstwo podlegały wszystkie Legie Akademickie, Strzelcy, harcerze i POW. Warto wspomnieć, że w okresie międzywojennym działały Legie we wszystkich praktycznie miastach akademickich. Struktury Legii Akademickiej okresu międzywojennego nie miały centralnego dowództwa. Były objęte po prostu mecenatem Ministerstwa PW, jako kuźnia przyszłych kadr technicznych i dowódczych dla modernizującego się od początku lat trzydziestych Wojska Polskiego oraz bardzo istotny element szkolenia rezerw kadrowych na potrzeby mobilizacyjne i wojenne armii. Dzisiaj to zapomniany filar proobronnego edukowania kształcenia i przygotowania społeczeństwa. Być może właśnie z tego powodu, że struktury Legii tworzą się „oddolnie”. Powstają i szkolą się plutony i kompanie, a to przecież nie daje nadziei na ciepłe posadki i apanaże w „Centralnym Dowództwie” – więc dlatego Legia Akademicka szkoli się niezauważana. Bez budżetu i wsparcia merytorycznego, logistycznego i finansowego zaangażowania ze strony administracji państwowej i ministerstw, którym na takim proobronnym szkoleniu powinno zależeć. Czasem tylko swoją aktywnością i prośbami o wsparcie „przeszkadzają w spokojnej pracy” referatom ds. wojskowych w strukturach administracji publicznej, wywołując niechęć i irytację.

Irytacja urzędników, gdy im ktoś przeszkadza w błogim lenistwie jest u nas niestety, standardem. Przerabiają to wszyscy zaangażowani w inicjatywy oddolne, a jest tych osób coraz więcej, ponieważ w ostatnich latach coraz bardziej dynamicznie rozwijają się organizacje paramilitarne i proobronne w Polsce. Co jest tego główną przyczyna, Pana zdaniem?

Moim zdaniem główną przyczyną było zniesienie powszechnej służby wojskowej, co spowodowało poprawę wizerunku żołnierza poprzez zanik pewnych dawniej negatywnych zjawisk, jak tzw. fali. Wielu młodych mężczyzn zauważyło także, że brak umiejętności nabywanych w wojsku przez ich ojców, skutkuje dla nich mniejszą zaradnością. Zaobserwować można w społeczeństwie spory podział młodzieży płci męskiej na tą, która się godzi na pewien rodzaj zniewieścienia, i na taką, która mimo trudności w zdobywaniu umiejętności praktycznych, chciałaby je rozwijać – być po prostu mężczyzną. Ciekawym zjawiskiem społecznym, jest to, że na deficyt męskich charakterów, wynikły z braku służby wojskowej mężczyzn, odpowiedzią stało się zwiększone zainteresowanie służbami mundurowymi wśród kobiet. Jest to interesujący temat badan dla socjologów, jednak znaczenie tu ma także atrakcyjność służb mundurowych jako miejsca pracy. W Krakowskiej Legii Akademickiej jedną z największych grup stanowią Ci studenci, którzy przyszli by szkolić się i zdobywać kwalifikacje do przyszłej pracy, o którą zamierzają się ubiegać, czy to w armii, czy policji. Zależy im, bo wiedzą jak trudno będzie im znaleźć pracę, a nie chcieliby być zmuszeni do emigracji zarobkowej. Wolą więc zainwestować swój wolny czas. Zajęcia prowadzone w KLA i innych organizacjach są także atrakcyjne i prowadzone przeważnie społecznie przez doświadczonych instruktorów, co także przyciąga młodzież.

Jak wyglądają szkolenia w Krakowskiej Legii Akademickiej?

Jako komendant, wziąłem na siebie odpowiedzialność za szkolenie członków naszej jednostki. Osobiście prowadzę te szkolenia, na które pozwalają mi moje uprawnienia, jednak większość z nich prowadzona jest przy współpracy instruktorów zewnętrznych i z zaprzyjaźnionych organizacji. Roczny plan szkoleń dostosowywany jest do potrzeb młodzieży, ale przede wszystkim nacisk jest kładziony na umiejętności strzeleckie, taktyczne i obsługę sprzętu wojskowego. Zwykle ćwiczenia odbywają się w weekendy, gdy studenci nie mają zajęć na uczelni – to oni stanowią większość składu osobowego KLA wynoszącego ponad 140 osób (stan na czerwiec 2014 r.). Nie wszyscy jeżdżą niestety na szkolenia. Zwykle bierze udział jednocześnie nie więcej niż 20-30 legionistów, a to dlatego, że zarówno naszej jednostki jako organizatora, jak i wielu studentów nie stać na pokrycie kosztów organizacyjnych szkoleń, mimo że instruktorzy często na nich nic nie zarabiają, pracując społecznie. Każde nasze szkolenie jest udokumentowane fotograficznie. Zdjęcia można znaleźć także na naszej stronie na portalu Facebook, uruchomiliśmy także niedawno nasz kanał na Youtube, by dotrzeć z naszą ideą do większej liczby odbiorców. Warto wspomnieć, że poza szkoleniami wojskowymi, prowadzimy również działalność sportową i naukową.

Co Pan ma na myśli mówiąc „naukową”?

Wielu studentów poszukuje dodatkowych możliwości zdobycia punktów do rozmaitych stypendiów. Pozwalają im na to sekcje naukowe, działające przy KLA tak jak koła naukowe przy różnych uczelniach. Tematyka zainteresowań jest różna, ale zawsze związana z wojskowością, np. sekcja broni, balistyki i przemysłu zbrojeniowego zorganizowała w wakacje wyjazd na międzynarodowe targi do Kielc, lub warsztaty pirotechniczne. Sekcja cyberwojny i wywiadu spotykała się ze specjalistami ze służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przed hakerami. Sekcja kryminologiczna, zaprosiła na prelekcję przedstawicieli żandarmerii. To tylko przykłady, ale młodzi ludzie mają takie zainteresowania, a czasem próżno szukać odpowiedniego kierunku studiów na uczelniach. Wypełniamy zatem i tę lukę.

Na jakie problemy napotyka najczęściej działalność takich organizacji jak Legia Akademicka?

Problemów wielu nie ma, gdyż cieszymy się poparciem społeczności akademickiej, szczególnie studentów, a jest ich bardzo wielu. Dlatego też nie ma problemów, gdy trzeba załatwić coś, np. salę wykładową, na uczelni. Nasi członkowie często bowiem aktywni są społecznie i przez to zasiadają w samorządach studenckich. Dlatego raczej problemem jest niedostępność wystarczających środków na szkolenia, a także problem z uregulowaniem statusu prawnego takiej organizacji. Te dwie kwestie są obecnie najpilniejszymi dla naszego zarządu.

No cóż, do prowadzenia wojny potrzeba pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Dlatego zapytam, co może zyskać potencjalny sponsor, jeśli zdecyduje się dofinansować Wasza działalność?

Przede wszystkim promocje, ale przy bardziej zażyłej współpracy KLA może zaproponować inne jej formy. Potencjalni sponsorzy mogą rozważyć, na jaki cel przeznaczą środki lub materiały, bo nie muszą to być pieniądze. W zamian dany sponsor, może skorzystać z naszych zasobów ludzkich. Wielu członków KLA byłoby gotowych do odbycia praktyk w różnego rodzaju firmach, a sponsor mógłby sobie wybrać kogo by chciał oraz mógłby wyszukiwać sobie za naszym pośrednictwem wartościowych pracowników. Ponadto możemy zaoferować testowanie sprzętu wojskowego na naszym poligonie. Dysponujemy na mocy porozumień z podmiotami trzecimi strzelnicą oraz obszarem trzech nadleśnictw w okolicach Krakowa. Potencjalny darczyńca może wybrać ogólne wsparcie działalności, ufundowanie stypendiów dla wybranych członków spełniających określone kryteria, finansowanie określonych szkoleń, lub przekazanie sprzętu. Sponsoring jest działalnością charytatywna, jednak takie organizacje jak KLA nie zapominają o potrzebach swych darczyńców. W sytuacji zagrożenia, lub katastrofy naturalnej, nasze oddziały w pierwszej kolejności broniąc Krakowa, mogą skupiać się na obiektach naszych dobroczyńców. To bardzo dobra forma ubezpieczenia np. przed powodzią.

Idziemy więc jednak w kierunku prywatyzacji bezpieczeństwa?

Dla wielu firm oraz grup osób i społeczności lokalnych jest to w tej chwili poważna alternatywa. Kilka miast, np. Białystok, Szczecin, czy Świdnik, powołało już swoje prywatne armie obrony terytorialnej. Dzieje się to dzięki finansowaniu przedsiębiorców, ale i wsparciu i pomocy władz lokalnych, więc z drugiej strony nie jest to inicjatywa całkiem prywatna.

A co ze statusem prawnym organizacji takich jak Legia Akademicka?

Problem pojawia się w momencie rejestracji. Prawo o stowarzyszeniach określa wyraźnie kryteria jakie musza spełniać takie organizacje. Ich specyfika wynikająca z hierarchicznej struktury dowodzenia i niewybieralności na niektóre stanowiska a także wydawanie rozkazów, uniemożliwia rejestrację jako stowarzyszenie lub zmusza do rezygnacji ze struktur wojskowych. Krakowska Legia Akademicka, będąca stowarzyszeniem od lat dwudziestych XX w. po upadku komunizmu do tej pory nie jest zarejestrowana w KRS jako stowarzyszenie. Kolejne zarządy walczą o to, jednak obawiam się, że bezskutecznie, a brak rejestracji uniemożliwia nam szereg oficjalnych działań. Obecnie zatem działamy na podstawie rejestracji z 1926 roku, nie uznanej przez współczesny system prawny. Istnieje potrzeba rozwiązania tego problemu. Są ku temu dwie drogi. Pierwsza i moim zdaniem najwłaściwsza, włączenie organizacji proobronnych pod skrzydła MON, lub MSW, w formule partnerstwa publiczno-prywatnego lub jako autonomiczne jednostki wojskowe obrony terytorialnej/cywilnej. Drugim rozwiązaniem musiałby zająć się Sejm wprowadzając zmiany w dotychczasowych rozwiązaniach prawnych, wytracając narzędzia dla szkodliwej działalności biurokracji, która ogranicza nasze możliwości odmawiając rejestracji dużej organizacji. Wiele organizacji lokalnych, z którymi współpracujemy ma podobną sytuację.

Jak wyglądają wzajemne relacje pomiędzy MON i MSW z organizacjami proobronnymi?

W zasadzie ich nie ma, bo jak rozmawiać z kimś kto nie jest zarejestrowany? Są jednak organizacje, które poświęciły struktury wojskowe w imię walki o to by być stowarzyszeniem. Stowarzyszenia te jednak działają często poza konwencjami politycznymi, którymi są związane ministerstwa. Jako niezależne współpracują, bądź krytykują działalność ministrów. Dla KLA, która nigdy żadnej pomocy ze strony państwa nie otrzymała od czasu swej reaktywacji, stosunki z rządem nie są priorytetem. Realizujemy przede wszystkim nasze cele statutowe tj. szkolimy i wspieramy postawy proobronne i patriotyczne, pomagając rozwijać się młodym ludziom. Gdyby MON lub MSW zechciało zwrócić swą uwagę na naszą organizację oraz inne tego typu stowarzyszenia, wspierając działalność, byłoby to dużym krokiem dla rozwoju zdolności obronnych kraju. W tym wypadku dysponujemy szerokim wachlarzem propozycji rozwiązań. Niestety jednak nikt na górze nie chce posłuchać naszych propozycji, mimo ze niemal co drugi nasz członek wzbogaca później swym wyszkoleniem struktury siłowe, dostając się do wojska lub policji i innych służb. Są to osoby chętnie pomagające Polsce i myślące długookresowo. W ministerstwach perspektywa myślenia jest jedynie na czas do następnych wyborów, ale to już wina systemu, a nie poszczególnych osób, które w innych realiach może wprowadzałyby lepsze rozwiązania.

Skoro Legia Akademicka to organizacja o tak długich tradycjach, wspomniał Pan o 1926 roku, to dlaczego tak niewiele o niej wiadomo? Są organizacje młodsze, a bardziej znane, jak Obrona Narodowa, ZHP, ZHR, Korporacja Zbrojna.

Tak naprawdę KLA powstała nie 1926 roku, lecz u zarania odzyskania niepodległości. Krakowską Legię Akademicką wpisano do rejestru jednostek wojskowych 11 listopada 1918 roku. Składała się ona ze studentów krakowskich uczelni zmobilizowanych do walki o granice Rzeczypospolitej. Do ważniejszych bitew z udziałem KLA doszło kilka dni później, gdy z rak ukraińskich odbijano w 1918 roku Przemyśl oraz w 1919 roku broniono Lwowa. W tym czasie większość legionistów poległa na polu chwały, a wsławili się operując dwoma zdobytymi wcześniej na Austriakach pociągami pancernymi „Smok” i „Śmiały”. Później oddział został zreformowany i pociągi walczyły w III powstaniu śląskim, a nowi rekruci kierowani byli do prowadzenia szpitali wojskowych w Nowym Sączu a potem w Tarnopolu w czasie wojny bolszewickiej. W 1926 na bazie kadr KLA utworzono stowarzyszenie, które zajmowało się przysposobieniem obronnym studentów Krakowa i przestało podlegać MON gdyż utworzono odrębne Ministerstwo Przysposobienia Wojskowego. Pod te ministerstwo podlegały wszystkie Legie Akademickie, Strzelcy, harcerze i POW. Warto wspomnieć, że w okresie międzywojennym działały Legie również w innych miastach akademickich, Kraków nie był wyjątkiem. Obecny brak znajomości Legii Akademickiej wynika raczej z trudności jakimi są biurokracja i brak środków. Są jednak ludzie, którym bardzo zależy na działalności, a ich aktywność efektywnie promuje idee.

Wspomniane przez Pana organizacje poza tym maja charakter ogólnopolski, zaś Legie Akademickie działają jedynie na uczelniach.

Obecnie największą jest Legia Akademicka w Lublinie (LA KUL) oraz nasza. W pozostałych miastach, mimo zainteresowania, brak środków i odpowiednich przywódców, którzy poświecili by swój czas spowodował, że idea reaktywacji szkoleń wojskowych dla studentów nie została zrealizowana. Podkreślić jednak należy, że idea Legii Akademickich to nie grupki zapaleńców chcących pobiegać z karabinkiem po poligonie, lecz coś więcej. Jest to rozwiązanie, które obok NSR, reaktywacji „Armii Krajowej” mówię tu oczywiście o formacjach i strukturach obrony terytorialnej w myśl cytatu „twierdzą nam będzie każdy próg” – może poprawić obronność kraju małym kosztem, a jednocześnie może wpłynąć na wychowanie kolejnych pokoleń żołnierzy, o ile zostanie wsparte działaniami na górze. Chodzi tu o kształtowanie postaw, charakterów, a także podwaliny pod silne kadry ludzi po studiach. Nie każdy z legionistów zostanie komandosem. Będą pracować w przemyśle, gospodarce, usługach, administracji. Trafią również do polityki. Staram się jak mogę, by nasz głos usłyszał prezydent, ministrowie, czy BBN. Media pomijają temat obronności, podejmując go jedynie z okazji kolejnych narodowych rocznic, a sytuacja na Ukrainie pokazuje, że zagrożenia są jednak znacznie bardziej realne niż zapisano to w opublikowanej niedawno Białej Księdze Bezpieczeństwa.

Wspomniał Pan o sytuacji na Ukrainie. Uważa Pan, że istnieje niebezpieczeństwo podobnego konfliktu w Polsce?

Napisałem dwa doktoraty o wojnach współczesnych. Studiując każdy przypadek konfliktu zbrojnego zauważyć można, że współczesne wojny często wymykają się spod kontroli rządów. Przypomnę zatem, że oficjalnie wojnę w prawie międzynarodowym zdelegalizowano. Nie rozwiązało to konfliktów, lecz sprawiło, że coraz częściej stronami walczącymi są armie „prywatne”, wszystko jedno, czy nazywane są powstańcami, separatystami, czy terrorystami, czy tak jak ostatnio jako „zielone ludziki”. To tylko nazwa, na potrzeby manipulacji medialnych. W każdym takim konflikcie walczą i giną ludzie, mający swoje cele, o których w mediach często się nie mówi. Problem pojawia się wtedy gdy walczą jako niezależne grupy zbrojne, nie podlegające żadnemu rządowi, a przez to żadnemu prawu. Nie mają także zazwyczaj wystarczającego źródła finansowania, lub w trakcie konfliktu to finansowanie zostaje odcięte. Sprawia to, że takie grupy pasożytują na cywilach, a rządy, czy wielkie korporacje mają czyste ręce i domknięte budżety. Ten rodzaj nowych wojen jest wyjątkowo paskudny. Przekonują się o tym mieszkańcy kilkunastu obszarów na Ziemi, w których trwają obecnie wojny. Bliskość konfliktu ukraińskiego przypomina nam o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Od lat zaobserwować można w Europie stopniową powolną destabilizację polityczną i społeczną, których skutkiem są kryzysy finansowe, dojścia do władzy radykalnych w poglądach ugrupowań politycznych, zamieszki na ulicach i inne negatywne zjawiska. Socjologowie i politolodzy coraz częściej mówią o upadku cywilizacji Zachodu, której jako kraj jesteśmy członkiem. Jako człowiek zajmujący się zawodowo geopolityką, jestem niemal pewny, że jeszcze za swojego życia mogę być świadkiem radykalnych zmian na mapie politycznej Europy, i to nie pokojowych. Dlatego należy się do tego, jak tylko są jeszcze możliwości i czas, przygotować. Nie mi jednak o tym decydować, mogę jedynie służyć radą oraz pomocą merytoryczną. Nie lubię wchodzić w kompetencje decyzyjne innych osób, tym bardziej, że wciąż jestem młodym naukowcem i jeszcze wiele do nauczenia przede mną. W każdym razie, z obserwacji i badan moich jasno wynika, że taki rodzaj konfliktu, jaki ma miejsce na Ukrainie, staje się coraz bardziej powszechny i prawdopodobnie coś takiego kiedyś może nastąpić również w Polsce.

Węgry, Słowacja i Czechy nie za bardzo nas popierają w kwestii wojsk NATO na wschodnich rubieżach sojuszu. Czy zatem nadal możemy liczyć na NATO?

Na udział wojsk NATO możemy liczyć tak samo jak Ukraina mogła liczyć na USA, jako gwaranta układu rozbrajającego ją z broni atomowej. Moim zdaniem NATO ma obecnie zbyt wielu członków, których interesy są sprzeczne. Pakt funkcjonuje dobrze w czasie pokoju, gdy odbywają się wspólne szkolenia, jednak moim zdaniem w sytuacji otwartego konfliktu NATO będzie albo niezdecydowane, albo zbyt powolne by stanąć w obronie naszej państwowości. To, że wspomniane kraje są przeciwne wynika z dwóch przyczyn. Po pierwsze – z polityki naszego obecnego rządu, który nie dba o dobre relacje z tymi krajami, szczególnie z Węgrami, nad czym ubolewam, gdyż doceniam rolę naszej przyjaźni. Po drugie – Słowacja i Czechy to nie tylko nasi sąsiedzi, ale również powinni to być ważni partnerzy w kwestiach militarnych, z którymi dobre stosunki pozwalają odciążyć obronność południa kraju. W obecnej sytuacji, uważam, że liczenie na NATO jest nierozsądne, więc oprócz działalności w pakcie Polska powinna zacieśniać stosunki z państwami sąsiednimi, z którymi nie ma powodów do zatargów. Ze względu na niebezpieczne zbliżenie między Niemcami a Rosją, geopolitycznie rzecz ujmując, kierunkiem nawiązywania indywidualnie dwustronnych sojuszy powinien być Bałtyk oraz południe. Na północy, kraje skandynawskie również poszukują nowych rozwiązań dla bezpieczeństwa – nawet neutralna Szwecja. Może zatem jest to najlepsza pora na zacieśnienie współpracy? Na południu są kraje, które tak jak nasz wiele w przeszłości traciły i teraz również tracą na bliskiej współpracy Niemiec i Rosji. Oprócz przez Pana wspomnianych, jest to także Słowenia, Chorwacja i Rumunia. W świetle geopolityki istnieje jeszcze jedno rozwiązanie, lecz wydaje mi się że społeczeństwo polskie nie jest na nie mentalnie gotowe, a decydenci i politycy całkowicie nieprzygotowani do takiej rozgrywki. Chodzi tu o wejście w bliższe stosunki z Rosją, tak jak to zrobiły Niemcy. Ponadto w tym przypadku, w wyniku różnicy potencjałów, może się okazać, ze Warszawa stanie się marionetką w rozgrywce większych partnerów.

Dziękuję za rozmowę.
Krzysztof Witulski

Por. dr PIOTR WILCZYŃSKI - absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Łódzkiego z zakresu geografii społeczno-ekonomicznej (specjalność: geografia krajów rozwijających się), stosunków międzynarodowych (specjalność: nauki strategiczno-wojskowe) i geografii wojennej (specjalność: konflikty zbrojne). Zdobywca złotego medalu dla Polski na III Międzynarodowej Olimpiadzie Geograficznej w Seulu w 2000 roku i laureat różnych krajowych konkursów. Instruktor strzelectwa i sędzia zawodów strzeleckich. Patent oficerski uzyskany w 2007 r. Jako cywilny doradca i obserwator wysłany przez rząd RP w 2008 r. na wojnę rosyjsko-gruzińską. Autor licznych publikacji, w tym map i opracowań eksperckich oraz uczestnik i współorganizator wielu międzynarodowych konferencji. Prezes Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, prezes Geostrategic Consulting International w Polsce, redaktor działu „geostrategia” na portalu Geopolityka.net. Od 2013 r. prowadzi jednostkę paramilitarną Krakowskiej Legii Akademickiej. Obecnie zatrudniony na stanowisku adiunkta w Instytucie Geografii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, gdzie prowadzi wykłady z zagadnień geopolitycznych i strategicznych.


Skoczek Spadochronowy Służb Ochrony
Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych